Jesteście ciekawe, pytacie o postępy, mobilizujecie do napisania notki, a więc dobrze - już śpieszę donieść jak sprawy się mają (mam nadzieję, że nie zapeszę).
Założeniem było/jest: całkowite odstawienie mej Córy od nocnego karmienia. Początki były trudne (czego oczywiście się spodziewałam), ALE wzięłam się w garść, zagryzłam zęby (głównie dzięki wsparciu męża) i...cierpiałam katusze. Amela budziła się bardzo często, wręcz co 5minut (ale to przecież nic nowego) i bardzo ciężko było jej zasnąć. Rozpaczliwy płacz występował, gdy nie dostała tego, co chciała. W zamian były do wyboru: smoczek lub butelka z letnią wodą (opcje niezbyt zachwycające). Na początku był wielki nerw na wodę, po 2 dniach znikały znaczne jej ilości, a po kolejnych 2 - Ameluszka piła już bardzo mało. Czasem nawet zdarzało się, że woda w ogóle nie była potrzebna. Wystarczyło dać smoka, położyć Córę na miejsce (jak tylko się obudzi, to namiętnie siada albo wstaje, a do pozycji leżącej ciężko jej wrócić) i przykryć, a ona zasypiała. Mamy małe sukcesy, bo nie dość, że odstępy między pobudkami są rzadsze, to jeszcze 2 razy zdarzyło się, że spała 5h pod rząd (23-4 i 24-5), po czym po smoczku-odłożeniu-przykryciu następowało ponowne zaśnięcie. Dla nas to bajka! Rano zdziwieni dopytywaliśmy się na zmianę czy aby na pewno druga strona nie wstawała do Dziecka. Ale nie nieeee NIE :D
Oczywiście nie raz chciałam wymięknąć i...przyznaję bez bicia, że raz dałam butlę 120ml, ale to przez sąsiadów-imprezowiczów (to ich wina, ich wielka wina!). Do 2 w nocy obie nie mogłyśmy zasnąć przez głośną muzykę (tatuś akurat miał wychodne, pewnie gdyby był, to nie pozwoliłby na taki obrót sprawy), więc jedyny ratunek widziałam w mleku (nie chciałam iść ich opitalać, ponieważ taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy i głupio by było wyjść na zrzędę, ale następnym razem na pewno nie omieszkam ich upomnieć). Pomogło, ale już starałam się butli nie podawać.
Zachowałam poranne karmienie piersią (po takiej głodowej nocy, apetyt w dzień jest większy), ale widzę, że Amelka powoli z niego rezygnuje na rzecz butelki. Strasznie było mi przykro na początku, ale teraz w sumie cieszę się, że następuje to we w miarę łagodny sposób.
Mam nadzieję, że obecny stan będzie się tylko poprawiał i niedługo wystukam notkę o przespanej całej nocy (alleluja!). Wiele niezdecydowanych, a chcących zmienić nocną rutynę, osób, namawiam do tego gorąco! Musicie "tylko" nastawić się psychicznie, że lekko nie będzie, ale po 1-2 tygodniach powinno być lepiej. Korzyści obustronne :)
piątek, 16 marca 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 komentarze:
:D
Nooo, cudownie!:D Dzielna jesteś Agu!:D
Kurde...czyżby duma z Ciotki Agi w seruchu mym pojawiła się???
Ale super, oby tak dalej Wam szło!
Gratulacje!:)
oby tak dalej! gratuluję wytrwałości :)
Gratulacje! Jak tam postępy? :)
Na szczęście mamy to już za sobą ale trzymamy kciuki :)!
też przechodziłam, ale u mnie to 3 dni i noc przespana ;-) i tez polecam... niewyspana mama nie do końca cierpliwa i mniej zabawowa. przynajmniej ja tak mam.
Żyjecie? :)
Domyślam się, że musiało być ciężko- NASZE OGROMNE GRATULACJE :) Trzymam kciuki za dalsze sukcesy
wiem, że mnie również to czeka. nie przespałam nocy od 8 miesięcy :/ jak się wreszcie zdecyduję przeczytam Twój post jeszcze raz :) pozdrawiam
Prześlij komentarz