piątek, 24 czerwca 2011

9 miesięcy i bach!

Autor: Agula z Trzy po trzy o 12:09
Miałam teoretycznie dużo czasu, żeby przygotować się do bycia matką. Półroczny oddech od pracy pozwolił mi odpocząć, zrelaksować się, spotykać, gotować, rozmyślać, szukać, czytać, dowiadywać, kupować, oczekiwać (na koniec już bardzo zachłannie). Co tu dużo mówić - miałam dużo czasu na odrobienie tej lekcji. Kto jednak powiedział, że to wystarczy, żeby być dobrą matką?

Abstrahując od wspaniałego porodu (mam z niego same piękne wspomnienia), pojawienie się dziecka na świecie jest szokiem (psychicznym) większym niż się można tego spodziewać! Nagle znika właściwie twoje życie. Jesteś potrzebna komuś 24h/d, z dostępnym: czasem, cycem i tuleniem. Na nic twoje marudzenie, zmęczenie czy prychanie. Do tego wszystkiego można się (prędzej czy później) przyzwyczaić. Jednak - nie ukrywajmy - potrzebujemy (czasem dłuższej) chwili na zaadaptowanie się do tej kompletnie nowej sytuacji. Bezsprzecznie kocha się dziecko od narodzin, ale niektóre uczucia budzą się trochę później, trzeba dojrzeć, żeby je poczuć.

Szczęściarzem ten, kto ma spokojne i bezproblemowe dziecko. Do wyzwań należy berbeć płaczący i wiecznie czegoś się domagający. Co w momencie, gdy zaspokajasz jego potrzeby (tak ci się wydaje), a on dalej czegoś szuka? Czegoś - bo skąd masz w 100% wiedzieć czego? Czasem wydaje Ci się, że jest to noszenie, bujanie, kołysanie albo wyciągnięta pierś (błędnie) - i tu zaczyna się zamknięte koło, bo takie dziecko (jak już doświadczyłam na samej skórze) domagać się tego będzie coraz częściej i głośniej.

Macierzyństwo jest piękne, nie chcę nikogo zniechęcić, ale nie chcę też ukrywać, że czasem ręce opadają. Nigdy nie należałam do cierpliwych osób, ale teraz muszę zagryzać zęby, żeby nie wyjść z siebie...Nie raz i nie dwa chciało mi się płakać razem z tym moim małym, bezbronnym bobaskiem. Ale - hey! - przecież ktoś tu musi być silny!

Czasem zastanawiam się dlaczego obsługi dziecka nie uczą na studiach? Przydałby się długotrwały cykl wykładów i ćwiczeń, żeby móc nabrać wprawy, wiedzy,  i móc spodziewać się wszystkiego, a nie tylko różowej, pachnącej i uśmiechającej się pupki. Czemu nikt (lub prawie nikt) nie wspomina o tym, że nie zawsze jest kolorowo? Że nasze życie spada na dalszy plan (najdalszy, na początku)? Wszystko podporządkowane jest Maluszkowi, co jest właściwie logiczne, ale jednak czasem wyczerpujące. Jak dobrze, że jest Pan Tata, który weźmie Brzdąca na spacer, dając mamie godzinkę dla siebie (czytaj: sen sen SEN!). Przydałyby się jeszcze jakieś samotne, krótkie wyjścia, ale na nie chyba jeszcze nie jestem gotowa.

Nasza Amelka ma 24 dni, a my razem z mężem uczymy się każdego dnia czegoś nowego, obydwoje popełniamy błędy, wkurzamy się, stresujemy. Obydwoje staramy się najlepiej jak umiemy dawać Naszej Córeczce miłość, ciepło, bliskość, dotyk, opiekę, suchość pieluszki i pełność brzuszka. Czasem jednak to nie wystarcza. Trzeba być cierpliwym i nie biegać do kołyski za każdym zamiałknięciem. Nie ukrywajmy - ono też musi nauczyć się jako - takiej samodzielności. Zabawy - samemu, obserwowania świata - samemu, zasypiania - samemu. Jeśli zaburzymy to (w imię dobrej woli), to później mamy to, co my mamy teraz :]

Zapraszam zatem do świata początkującej matki, stawiającej niepewne kroki na grząskim noworodkowym gruncie. Raz będzie lepiej, raz będzie gorzej - nie uchronię się od upadków, ale liczę na jak najwięcej wzlotów.

Jedyne co liczy się w tym momencie, to to, że jesteśmy z tą Małą Istotką na dobre i złe, kochamy ją szalenie i będziemy robić wszystko co w naszej mocy, żeby była szczęśliwa...nie rujnując przy tym naszego własnego spokoju i harmonii.

9 komentarze:

Hafija pisze...

Dziś moje Młode darło się w nocy z jakiejś okazji mi nieznanej. Wzięłam delikwenta na przewijak żeby go "odgazować" wentylkiem, zapalam światło a on... uśmiech od ucha do ucha i zaczyna gugać... i mój wnerw, który miałam pół nocy zniknął jak za dotknięciem różdżki :)

Agula z Trzy po trzy pisze...

A co to za magiczny wentylek do odgazowania??
Jeden uśmiech potrafi przegonić wszystko co złe :-)

ZEZUZULLA pisze...

Ooo Ty! I się blogiem nie chwalisz! :D

Agula z Trzy po trzy pisze...

A bo to dopiero początki i jeszcze się zastanawiam czy go prowadzić :P

Hafija pisze...

Kateter rektalny ;)

Krystian pisze...

Blog jest dobry! Trza prowadzić!
Innym mamom dobrze radzić!
;]

Agula z Trzy po trzy pisze...

Mam nadzieję, że nikogo nie zrażę do macierzyństwa, ani nie zanudzę narzekactwem (którego nie znoszę, ale z braku laku gdzieś muszę z siebie to wyrzucać :P).

Fotografia rodzinna | Marta Lipińska - pisze...

... bo o macierzynstwie nie mowi sie zle, bo jak mozna mowic o najwiekszym szczesciu w zyciu jakim jest dziecko. a skad to wiem? z autopsji! Jak tylko zaczynam mowic, ze wcale nie mam ochoty na drugie dziecko (obecne ma 9mcy) i ze najgorszy okres mojego zycia to pierwsze 6 mcy zycia Nadii to napotykam albo totalny brak zrozumienia albo wrecz totalna wrogrość w oczach słchacza... wiec przestałam komentowac ten okres w ogole...

Agula z Trzy po trzy pisze...

@ Marta, brak zrozumienia to najgorsze co może być...

Prześlij komentarz

 

Matczyne JĘCZYBULSTWO Copyright © 2011 Design by Ipietoon Blogger Template | web hosting